Jeszcze o ACTA

Robert Gwiazdowski

(fot. Centrum im. Adama Smitha / flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE | TEGO AUTORA

Nie chcę żeby jacyś pracownicy służb specjalnych, którzy przez lata napuszczali na Bogu ducha winnych ludzi niektórych "dziennikarzy śledczych" z prasy papierowej mogli kazać mi zrobić cenzurę mojego własnego bloga i kontrolować treści pojawiające się w komentarzach.

 

Pan Redaktor Zaremba, który ostatnio "obsabaczył" mnie za sprzeciw wobec ACTA i wmawiał na łamach "Rzepy", że stałem się przeciwnikiem własności ogłosił, że: "śmierć prasy papierowej nie będzie oznaczać triumfu społeczeństwa obywatelskiego. Słabe media w sieci i blogerzy nie będą bowiem w stanie skutecznie patrzeć władzy na ręce".


Więc chciałbym Panu Redaktorowi powiedzieć, że śmierci prasie papierowej nie życzę - z wyjątkiem niektórych "dziennikarzy śledczych". Oczywiście nie chodzi o śmierć fizyczną, tylko obywatelską. Aczkolwiek nie mogę wykluczyć, że Pan Redaktor zacytuje tylko poprzednie zdanie - tak jak było w sprawie ACTA - i ogłosi, że "Gwiazdowski życzy śmierci dziennikarzom".


"Nieomal wszyscy, łącznie z politykami obozu rządowego, podlizują się internautom" - pisze Pan Redaktor, nie dostrzegając różnicy między Internetem - jako medium i Internautami - jako jego użytkownikami. Internet zwiększył zakres naszej wolności. Niektórzy Internauci jej nadużywają - naruszając prawa innych: do własności czy wizerunku. Ale to nie powód żeby prewencyjnie kontrolować wszystkich ani żeby poszkodowanym w Internecie przyznawać inne prawa niż poszkodowanym w jakikolwiek inny sposób.


Ja zresztą Internautom się nie podlizuję, bo nie mam powodu. Nigdzie nie kandyduję - więc nie zabiegam o ich głosy. Nie prowadzę bloga komercyjnego - więc nie zabiegam o ich "kliknięcia".


Ale wiem, że to dzięki Internetowi można dziś bronić się przed niektórymi pracownikami hołubionej przez Pana Redaktora "prasy papierowej", czego niektórzy z nich, na szczęście dla swoich ofiar, w porę nie zauważyli.


Stali Czytelnicy mojego bloga doskonale wiedzą do czego "piję". Ale właśnie dlatego pozwalam na moim blogu na wszelkie komentarze, które są publikowane w czasie rzeczywistym, bez żadnej cenzury czy moderowania. I nie chcę, żeby jacyś pracownicy służb specjalnych, którzy przez lata napuszczali na Bogu ducha winnych ludzi niektórych "dziennikarzy śledczych" z prasy papierowej mogli kazać mi zrobić cenzurę mojego własnego bloga i kontrolować treści pojawiające się w komentarzach.


Pana Redaktora złości, że "próby egzekwowania norm (w Internecie - przyp. mój) wywołują histerię".


Daleki jestem od histerii, ale wiem, że jak się prawa - stanowionego przez polityków - używa jako instrumentu szczegółowej regulacji różnych sfer życia, to w konsekwencji mamy inflację prawa i zwiększenie uprawnień urzędników. Pan Bóg potrzebował raptem dwóch tablic do urządzenia świata dla ludzi. I zapewniam Pana Redaktora, że proste przestrzeganie tylko dwóch z jego dziesięciu przykazań wystarczyłoby do "unormowania" sytuacji w Internecie.

 

Zgadzam się natomiast z twierdzeniem, że "internetowa twórczość (…) będzie poddawana jakiejś regulacji, zapewne przy ożywionych sporach i sprzeciwach. To się będzie rodziło w bólach, których nie umiemy sobie wyobrazić…" Owszem. Odkąd John Locke napisał, że ludzie rodzą się wolni, pojawili się tacy, których to "uwierało". I walczą z wolnością pod szyldem równości, sprawiedliwości, własności, albo nawet samej wolności tylko takiej "lepszej", "prawdziwej".

 

Robert Gwiazdowski - Prezydent Centrum im. Adama Smitha. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, doktor habilitowany nauk prawnych, doradca podatkowy; Tekst pochodzi z bloga Roberta Gwiazdowskiego i został opublikowany za zgodą i wiedzą autora - blog.gwiazdowski.pl

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.89

Liczba głosów:

19

Komentarze użytkowników (10)

Dodaj komentarz
2012-02-14 11:58:58 | Cytuj | Zgłoś
~kuzyn_maupy
to ta pseudo-własność intelektualna - prawo autorskie rodzi patologie i dzikie zachowania, trzeba je uznać za szkodliwy relikt przeszłości i za oczywistość uznać kopiowanie wiedzy cywilizacji, która jest własnością publiczną. Tylko trzeba wymyślić inny sposób finansowania pracy artystów i autorów.
2012-02-12 15:30:24 | Cytuj | Zgłoś
~Ewa
Leszku
Roslinka kwitnie, prawda? I zwabia pszczółki prawda? Które chcąc nie chcac zapylają. Bo pyłek z kwiatka przenoszą na słupek kwiatka, prawda?  I co sie dzieje?  Tak powstaje owoc. Z nasionkami.  Nasionkami już z genami i kwiatka zapylonego i pyłku.I te nasionka się wysiewa do nastepnego zbioru. A jezeli zapyli sąsiednie pole to roslinki sie pomieszają i nasionka będą juz miały cechę tę nowa. Stad wiem, że na działce po zupełnie przeciwnych stronach sadziłam tulipany. Z jednej strony żółte z drugiej czerwone. I mimo, że ich sie nie sieje tylko sadzi z cebulek i były daleko od siebie to  po roku czy dwóch miałam już same pomarańczowe.
2012-02-12 15:04:55 | Cytuj | Zgłoś
~leszek
A ciekawi mnie inna sprawa. Mianowicie - twierdzicie, że ACTA to sprawa patentu. Owszem, weźmy żywnosć genetycznie modyfikowaną. Nasiona może sprzedawac tylko i wyłącznie ten kto ma patent. Zgoda. Jak wiec sobie wyobrazacie obsianie w Polsce, gdzie są małe gospodarstwa - nie takie jak fermy w USA - takimi nasionami? Jak wyobrażacie sobie przekazac wiadomosć pszczółkom i innym owadom, że mogą zapylać tylko to jedno gospodarstwo, a do innego latac im nie wolno, bo a nuż coś zapyla i rozniosa?
To nie wymysł. Taka sytuacja zdarzyła sie chyba w USA, gdzie są ogromne połacie pól. I sąsiad został oskarżony, że ma na swoim polu GMO, a nie kupował nasion. Tłumaczył, ze się samo zapyliło - nie uwierzono i karę musiał zapłacić. Problem w tym, ze tam są ogromne obszary i było to zapylenie mało prawdopodobne. Natomiast w Polsce przy maleńkich gospodarstwach jak wytlumaczyć "pszczółkom Majom" że tu im wolno zapylic a juz dalej nie?


No i po co opowiadać te bajki o pszczołach. Pszczoła zapylając przenosi pyłek z rosliny na roślinę, przecież nie zapyla gołej ziemi. To co najwyżej wiatr może przenosić pyłki, ale to musi być duży areał, żeby był jakiś widoczny efekt.
2012-02-12 09:51:07 | Cytuj | Zgłoś
~leszke
Jeśli mnie coś osobiście przeraża w tym wszystkim, to widoczna gołym okiem niekompetenecja rządu. Rząd coś uchwalił, ale wyraźnie nie wie co i po co. Komuś głęboko uwierzył, że trzeba to uchwalić., bo jest to słuszne, więc uchwalłił. W telewizji występuje premier i cos wzdycha, ale nie nie mówi niczego, co by świadczyło o znajomości tematu. Z wielkim hukiem ogłoszono powstanie jakiegos nowego ministerstwa do spraw "cyfryzacji" jako odpowiedź na wyzwania naszych czasów, ale urzędnik w randze ministra stojący na czele tego nowego biurokratycznego tworu wywraca oczami,ale nic nie wie i nie ma nic do powiedzenie poza banałami.
Bez względu na to, czy ACTA ma być uchwalone czy nie, to problem poszanowania praw autorskich w dobie interentu istnieje. Jesli rząd uważa, że odpowiedzią na to jest owo ACTA, to powinien kompetentnie i merytorycznie do tego przekonać. Jesli uważa, że istniejące prawo jest dostateczne, to powinien to konkretnie wykazac. Jeśli uważa, że konieczne są inne rozwiązania, to powinien jest wskazać i nad nimi pracowa.
Przecież rząd to organ władzy wykonawczej. a nie klub dyskusyjny i chyba wyborcy mają prawo oczekiwac czegos więcej, niż wzdychania, usprawiedliwania i zapewniania, że urzędnicy mieli dobre chęci ale im nie wyszło.
2012-02-12 08:27:01 | Cytuj | Zgłoś
~Ewa
 A ciekawi mnie inna sprawa. Mianowicie - twierdzicie, że ACTA to sprawa patentu. Owszem, weźmy żywnosć genetycznie modyfikowaną. Nasiona może sprzedawac tylko i wyłącznie ten kto ma patent. Zgoda. Jak wiec sobie wyobrazacie obsianie w Polsce, gdzie są małe gospodarstwa - nie takie jak fermy w USA - takimi nasionami?  Jak wyobrażacie sobie przekazac wiadomosć pszczółkom i innym owadom, że mogą zapylać tylko to jedno gospodarstwo, a do innego latac im nie wolno, bo a nuż coś zapyla i rozniosa?
To nie wymysł. Taka sytuacja zdarzyła sie chyba w USA, gdzie są ogromne połacie pól. I sąsiad został oskarżony, że ma na swoim polu GMO, a nie kupował nasion. Tłumaczył, ze się samo zapyliło - nie uwierzono i karę musiał zapłacić. Problem w tym, ze tam są ogromne obszary i było to zapylenie  mało prawdopodobne. Natomiast w Polsce przy maleńkich gospodarstwach jak wytlumaczyć "pszczółkom Majom" że tu im wolno zapylic a juz dalej nie?
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?